Tym, którzy lubią czytać, polecam wywiad ze mną w miesięczniku Moda&Styl.
Tych, którzy lubią czytać jeszcze bardziej, zapraszam do przeczytania mojej krótkiej historii.
"Circus Nemo"
Każdy z nas kiedyś, mówiąc kolokwialnie, "staje się". W moim przypadku owo "stawanie się" nastąpiło dość późno. Będąc blisko 30-letnim mężczyzną, po latach narkomanii, zacząłem poszukiwać dalszej drogi. Dzięki ludziom (co do których mam szczęście) znalazłem malarstwo, a potem teatr. Oczywiście chodzi o pewien rodzaj prawdy, życia. Bez ściemy, jak żyjesz - tak malujesz i grasz. Wychowany na literaturze i biografiach artystów - musiałem zmierzyć się z tzw. życiem i sztuką.
A więc koniec gadania - kolory i forma. Uwielbiam malować farbą olejną, ale nie tylko malować, uwielbiam ją po prostu dotykać, bawić się nią. Tę farbą nie można się "pobrudzić" -ponieważ kontakt z nią jest pewnego rodzaju świętością, jest magiczny. Malowanie obrazów to opowiadanie. Sam warsztat malarski nawet najlepszy, to nie wszystko - myślę że trzeba znaleźć w sobie to coś, czym chcesz się podzielić ze światem. Mnie zainspirowali ludzie - dokładniej ludzie teatru. Od początku cyklu "Circus Nemo" czułem, że ten rodzaj cyrku, czy też cyrko-teatru to jest właśnie TO. Opowieść o ludziach takich samych jak ja - nadwrażliwcach szukających możliwości podzielenia się z ludźmi tym co w nich kipi. Prawdziwym cyrkowcem nigdy nie byłem (chyba że w poprzednim wcieleniu). Ale ten rodzaj wrażliwości jest mi bardzo bliski. Jules Verne stworzył kapitana Nemo, nemo z łaciny znaczy nikt. Mój cyrko-teatr, o którym opowiadam, to "Circus Nemo", czyli to coś, co istnieje tylko w mojej wyobraźni. Widziałem spektakle różnych cyrków, które przyjeżdżały do mojej miejscowości - skromne i biedne, a z drugiej strony pełne czułości i ciepła, których połączenie wywoływało uśmiech na twarzy widzów.
W telewizji można oglądnąć czasami grupy cyrkowe z dalekiego wschodu, które wprost porażają sprawnością fizyczną, która zaczyna męczyć widzów, stając się jakimś kosmosem nie do oglądania. Męcząca perfekcja. Brakuje tej odrobiny naiwności i prostoty.
Cyrk to też oczywiście KLAUNI! Kiedyś pokazałem zdjęcia moich prac pewnej wrażliwej osobie - z każdą minutą znikał uśmiech z jej twarzy. W pewnym momencie nie wytrzymała i stwierdziła - "wiesz, ja się boję klaunów". No właśnie! Niesamowitość Klaunów polega m.in. na połączeniu dwóch światów - świata uśmiechu i naiwki oraz tej drugiej strony, pewnej tajemniczości oraz lęku wynikającego z używania makijażu i zachowań balansujących na granicy agresywności. I na tym polega siła KLAUNÓW - można by o tym pisać wiele, ale ja wolę ich malować.
Czasami ludzie na wernisażach pytają mnie, skąd się wzięły stare samoloty na moich obrazach. Lotnictwo. będąc dzieckiem marzyłem o lataniu samolotem. Pierwszy lot odbyłem na kolanach ojca na pokazach lotniczych w mojej miejscowości. Polecieliśmy akrobacyjnym Zlinem na króciutką przejażdżkę dla ludu pracującego, jak to w owym czasie nazywano. Nigdy nie zapomnę odwracającego się w naszą stronę pilota z pięknym uśmiechem - tym pilotem był Jerzy Popiel, jeden z najlepszych ówczesnych polskich pilotów. Niestety parę lat później zginął śmiercią lotnika na pokazach lotniczych we Francji. Atmosfera pierwszego lotu, emocje z tym związane zapisały się gdzieś w małym chłopczyku, którym wtedy byłem. To coś żyło we mnie długo po wylądowaniu. Jako uczeń szkoły podstawowej trafiłem do pracowni modelarskiej miejscowego aeroklubu - kleiłem modele szybowców i samolotów. Przeczytałem góry książek traktujących o lotnictwie, o Polskich pilotach z czasów wojny, o tym wspaniałym świecie fruwających ludzi.
Pewnego dnia, któregoś jesiennego, ciemnego miesiąca pojawiła się szansa rozpoczęcia kursu latania szybowcem! Za zgodą rodziców rozpocząłem owo szkolenie - po rygorystycznych badaniach lekarskich, po długich tygodniach nauki teorii nastała piękna wiosna i zacząłem loty z instruktorem. Szybowiec Czapla, wyciągarka i to całe piękne zamieszanie. Zaczęło się szybko i równie szybko się zakończyło. Będąc 13,14-letnim nadwrażliwym chłopakiem zacząłem poszukiwania po drugiej stronie mojej niedojrzałej osobowości. Długie włosy, hippisi, a potem narkotyki. Konflikty w domu, konflikty w szkole - wszystko to zaczęło się pogłębiać i mnie przerosło. Skończyła się edukacja, skończył się sport i cała ta normalność, która winna być przypisana temu etapowi życia. To wariactwo trwało wiele lat. Potem pobyt w MONARZE, zaczynanie wszystkiego od podstaw. Na horyzoncie pojawiła się moja tratwa ratunkowa - sztuka! Ludzie z MONARU skontaktowali mnie z panem Henrykiem Wańkiem, w Jeleniej Górze był Darek Miliński, który ciągle mi powtarzał: "wracaj tutaj i dużo maluj". Pierwsze wystawy, udział w konkursach plastycznych, nagrody, wyjazdy na plenery. Zaczęło się to wszystko pięknie kręcić wokół mnie. Powoli, do przodu.
Kiedy malarzom malowanie obrazów przestaje wystarczać zaczynają skręcać w stronę teatru. Tak było w przypadku Pławnej 9. Na początku były happeningi, które zmieniały się w spektakle, wyjazd na poznańską Maltę - raz o mały włos dostalibyśmy nagrodę. Teatr uliczny to jedna z form działalności grupy plastycznej Pławnej 9, ponadto spektakle, happeningi, plenery, działalność charytatywna. Darek Miliński odkrył tę formę działania dla mnie i innych. Wzruszające akcje, m.in. "Mikołaj w Pławnej" - do dzisiaj nie wiem, kto tak naprawdę dostawał więcej - dzieciaki dla których to robiliśmy czy my?
Teatr pantomimy Józka Markockiego, do którego trafiłem był wypadkową całej mojej działalności artystycznej - zachwytu ruchem wynikającym z fascynacji sportem i wrażliwością, którą do tej pory spalałem w malarstwie i teatrze ulicznym. Nowi ludzie i nowe sytuacje. Kompletnie nowe wyzwanie! Nauka warsztatu pantomimy, wyjazdy na festiwale, m.in. Avignon, Reus, Warszawa. "Circus Nemo" to wszystko co się dzieje wokół mnie, stając się inspiracją i napędem. Staram się to opowiadać swoimi obrazami. Jest to rodzaj mojego rozliczenia się ze światem. Poznać i przyciągnąć nowych ludzi - ta karuzela musi się kręcić, ponieważ inaczej wszystko traci sens.
Z ludźmi, o ludziach, dla ludzi -
to właśnie "CIRCUS NEMO"
Grzegorz Szymczyk
|